|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
BLOGI O CHINACH
CZYTAM / OGLĄDAM
LUBIĘ
Jest nas już
Stąd podpisało się już
|
czwartek, 17 grudnia 2009
Mniejszości etniczne na fotografiach
Chen Haiwen, chiński fotograf, zebrał grupę 14 kolegów po fachu, z którymi podróżował przez rok po całych Chinach fotografując mniejszości etniczne. Państwo Środka zamieszkuje 56 mniejszości, których przedstawiciele w tradycyjnych strojach uwiecznieni zostali na fotografiach Chena i jego przyjaciół. Najlepsze z 5,7 mln. zdjęć znalazły sie w albumie "Harmonious China: A Sketch of China’s 56 Ethnicities". A oto niektóre z nich:
wtorek, 01 grudnia 2009
Złota dziewczyna
W tym roku statuetka Złotego Konia, tajwański odpowiednik Oskara, dla najlepszej aktorki filmu chińskojęzycznego, przypadła Li Bingbing (nie mylić z Fan Bingbing) za rolę w szpiegowskim thrillerze "Wiadomość". Li, zaliczana do 50 najpiękniejszych ludzi w Chinach, urodziła się w Harbinie w 1973 roku i z początku wcale nie chciała być aktorką, a nauczycielką. Za namową koleżanki przystąpiła jednak w 1993 roku do wstępnych egzaminów do Akademi Teatralnej w Szanghaju i od tej chwili jej kariera potoczyła się błyskawicznie. Li zadebiutowała na dużym ekranie w 1999 roku w obrazie Zhanga Yuana "Siedemnaście lat". Rola Liu Rong w komedii romantycznej "Waiting Alone" (2004) przyniosła jej pierwszą w karierze nominację do nagrody Złotego Koguta, najważniejszej chińskiej nagrody filmowej. Na swoim koncie aktorka ma też rolę w popularnym filmie "Zakazane królestwo" Johna Fusco z 2008 roku, gdzie partnerowała Jetowi Li i Jackie Chanowi. Li Bingbing mimo tego, że należy do pierwszej dziesiątki najbardziej popularnych chińskich aktorek i do pierwszej dziesiątki chińskich celebrytów (wg. Forbse'a), nie poprzestaje na karierze aktorskiej. Systematycznie umacnia swoją pozycją w przemyśle muzycznym. Na początku tego roku artystka wydała też autobiografię pt. "Li Bingbing: Ten Years in Film”. W życiu prywatnym Li łączono z członkiem tajwańskiej grupy pop F4, Kenem Chu. Aktorka jednak nie potwierdziła tych domysłów. Li znana jest ze swojej działalności charytatywnej i tytułu Zielonego Ambasadora, nadawanego znanej osobie, która promuje ekologiczny tryb życia. Jest również twarzą marki L'oreal. Jako pierwsza aktorka z Chin kontynentalnych, została wyróżniona woskową podobizną w Salonie Figur Woskowych Madame Tussaud w Szanghaju.
niedziela, 29 listopada 2009
Wszechmocny Lu Chuan
Lu Chuan to jeden z najzdolniejszych chińskich reżyserów
młodego pokolenia, który odniósł sukces komercyjny w swojej ojczyźnie, a
jednocześnie zyskał uznanie międzynarodowe. W 2009 roku Lu został zaliczony przez magazyn "Business Week" do 40 najbardziej wpływowych ludzi w
Chinach. Urodził się w 1970 roku, pochodzi z prowincji Xinjiang i
jest synem chińskiego pisarza Lu Tianminga. Kształcił się na wydziale stosunków
międzynarodowych Uniwersytetu Armii Ludowo- Wyzwoleńczej w Nankinie, a
następnie dwa lata pracował jako sekretarz jednego z chińskich generałów. Tytuł
magistra zdobył na wydziale reżyserii Pekińskiej Akademii Filmowej w 1998 roku.
Pracę dyplomową obronił z twórczości Francisa Forda Coppoli, a do swoich
filmowych idoli zalicza też: Ingmara Bergmana, Jima Jarmuscha i Piera Paolo
Pasoliniego. ![]() Lu Chuan by Gilles Sabrine dla NYT zdj. z: nytimes.com Lu Chuan swoją karierę w przemyśle filmowym zaczynał od
współtworzenia scenariusza do serialu "Czarna dziura", który okazał
się hitem chińskiej TV. Na dużym ekranie zadebiutował filmem „Fatalna broń”
(The Missing Gun) (2001). Już od tego filmu współpracował z amerykańską
wytwórnią Columbia Pictures, dzięki której finansowemu wsparciu stać go
było na zatrudnienie takich gwiazd kina chińskiego, jak Jiang Wen i Ning Jing.
Film prezentowany był na festiwalach filmowych w Cannes, Wenecji i Sundance,
gdzie spotkał się z bardzo przychylnym przyjęciem. „Fatalna broń”, oparta na
noweli Fana Yipinga, opowiada historię małomiasteczkowego policjanta na tropie
swojego zagubionego pistoletu. Drugi obraz Lu Chuana, chiński kandydat do Oscarów w 2005
roku, to "Górski patrol” (Mountain Patrol) (2004). Film zdobył wiele
międzynarodowych nagród, m.in. za najlepszy film i specjalną nagrodę jury na
Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Tokio. Obraz oparty jest na faktach i przedstawia
historię dziennikarza z Pekinu, który przybywa do tybetańskiej wioski Kekexili
i razem z grupą wolontariuszy udaje się w pościg za kłusownikami polującymi na
zagrożony gatunek antylop tybetańskich. Dzięki temu tytułowi Lu stał się jednym
z najbardziej popularnych reżyserów w Chinach. ![]() plakat do filmu "Górski patrol" zdj z: wrzucamy.pl Mimo zapowiedzi samego reżysera, że jego następna produkcja
opowiadać będzie o chłopięcej przyjaźni podczas Rewolucji Kulturalnej w
Xinjiangu, cztery lata zajęło Lu nakręcenie wysokobudżetowej produkcji
"Miasto życia i śmierci” (City of Life and Death) (2009). To pierwszy film
w twórczości Lu z tak wysokim budżetem 80 mln RMB (12 mln USD). Obraz
przedstawia jeden z tragiczniejszych momentów w chińskiej historii - tzw.
masakrę nankińską z 1937 roku, dokonaną przez Japończyków na mieszkańcach
ówczesnej stolicy Chin. Film zgromadził przed ekranami ponad 3 mln
widzów i zarobił 108 mln RMB. Tym sposobem Lu Chuan został piątym w historii
chińskim reżyserem, którego produkcja zarobiła więcej niż magiczne 100 mln juanów.
Jednak sympatia, jaką okazał reżyser głównej postaci japońskiego żołnierza,
przysporzyła mu też wielu wrogów wśród jego rodaków-nacjonalistów. W chińskim
Internecie aż grzmiało od pogróżek skierowanych w stronę reżysera. ![]() plakat do filmu 'Miasto życia i śmierci" zdj. z: cctv.com Tak się złożyło, że w ciągu dwóch wieczorów obejrzeliśmy i
"Górski patrol" i "Miasto...". O ile pierwszy film zrobił na
mnie niesamowite wrażenie, drugi nie wzbudził zachwytu. Pomimo
drastycznych i przejmujących scen, film ten jest jakby pozbawiony emocji, co pogłębia
dodatkowo czarno-biała konwencja. Nie widać tu czerwieni krwi, szarości gruzów
i brudu. Film traci w ten sposób moc oddziaływania, ale może właśnie to było
zamiarem reżysera… W "Górskim patrolu" mamy wszystkie te kolory, plus
zieleń i biel pięknych panoram Tybetu. Jednak nie barwy są tu najważniejsze,
ale sposób opowiadania historii, który bardziej przemówił do mnie przy
opowieści z Kekexili. Poza tym chyba już na zawsze pozostanę fanką kina
społecznie zaangażowanego.
wtorek, 10 listopada 2009
Wielkie/ciężkie krawiectwo
Żeby podziwiać świat wielkiego krawiectwa (haute couture) nie trzeba już udawać się do Paryża. To, co pokazała chińska projektantka Guo Pei, podczas ostatniego Tygodnia Mody w Pekinie, mogłoby zawstydzić samego Johna Galliano. Guo Pei (ur. 1967) pracowała dla wielu firm krawieckich, zanim w 1989 roku została głównym projektantem firmy odzieżowej Tianma (Niebiańskie Konie). Jeden z jej ówczesnych projektów został sprzedany w zawrotnej ilości 250 tys. sztuk! Dzięki niej marka Tianma stała się jedną z najbardziej popularnych wśród dobrze ubranych chińskich kobiet. W 1995 roku Guo Pei przeszła do amerykańsko-tajwańskiej firmy Milano Fashion. W czasie pracy dla Milano nie przestała jednak pracować nad własnymi projektami. Wreszcie w 1996 roku powołała do życia swoją własną markę Meiguifang (Rose Studio). W 1997 roku Guo Pei została wybrana najlepszą chińską projektantką mody.
Guo poświęciła się haute couture, pragnęła, by jej stroje byly wyjątkowe i przeznaczone tylko dla nielicznych. Nie obchodziła ją już ilość sprzedawanych sztuk. Stroje jej autorstwa noszą obecnie tylko najbogatsze Chinki i gwiazdy show biznesu. Projektantka szyje dla garstki regularnych klientów (300 osób), którzy zostawiają w jej kieszeni od stu tysięcy do miliona juanów rocznie. Jak dotychczas jej najdroższym projektem była suknia ślubna, kupiona za więcej niż 100 tys. juanów. W 2008 roku na noworocznej gali chińskiej telewizji CCTV 90% strojów, jakie mieli na sobie prezenterzy, było jej projektu. Guo zaprojektowała też suknię, w której aktorka Zhang Ziyi wystapiła w 2008 roku w Atenach na ceremonii przekazania płomienia olimpijskiego. Z okazji Igrzysk Olimpijskich w Pekinie zaprojektowała też kostiumy, jakie nosiły hostessy podczas ceremonii wręczania medali. Oprócz wspaniałych sukien, Guo projektuje też buty, bieliznę, a nawet kostumy kąpielowe. Motywem przewodnim pokazu Guo Pei, w ramach tegorocznego pekińskiego Tygodnia Mody, miały być arabskie noce. Szczerze mówiąc, oprócz orientalnych drzwi, w których co kilkanaście minut pojawiały się modelki, nie zauważyłam w kolekcji Guo Pei nic, co by nawiązywało do "Baśni z tysiąca i jednej nocy". Pokaz uświetniła swym udziałem gwiazda chińskiego kina Fan Bingbing wykonując dziwne wygibasy, bo na więcej tanecznych ruchów nie pozwalała jej zbyt długa suknia. Wśród modelek pojawiła się też 78-letnia legenda modelingu, Carmen Dell, która w kreacji Guo Pei wyglądała jak Królowa Śniegu z krainy Narni. Na początku było dość ciekawie, choć wokoł mnie rozlegały się też salwy śmiechu, bo kreacje rzeczywiście były przedziwne. Projektantce na pewno należy się uznanie za kreatywność, dbałość o szczegóły, korzystanie z najlepszej jakości materiałów, jak i najlepszych charakteryzatorów, jednak nie zmienia to faktu, że pokaz wzbudził we mnie mieszane uczcucia. Wydaje mi się, że projektantka oszczędziłaby i sobie i nam czasu i nerwów przebierając manekiny i puszczając je na taśmę, zamiast męczyć biedne dziewczyny pokonywaniem 100 metrów wybiegu w butach o kilkudziecięciocentymetrowych obcasach i kilogramami materiałów na sobie. Guo Pei powiedziała kiedyś "Zawsze stawiam się w pozycji mojego klienta (...) Moi klienci to moi przyjaciele". Zastanawiam się, czy rzeczywiście przed włożeniem na modelkę Guo Hua dywanu ważącego z pewnością kilkadziesiąt kilogramów i nałożeniem jej na nogi nie butów, ale drewnianych klocków, projektantka postawiła się na jej miejscu. Nie wiem, czy też wczuła się w rolę widzów, którzy razem z modelką cierpieli z każdym krokiem, który ta z taką trudnością wykonywała. Wielkiemu/ciężkiemu krawiectwu pani Guo Pei ja jednak podziękuję. ![]() Moim zdaniem najładniejsza suknia pokazana podczas pokazu Guo Pei 6. listopada w Pekinie ![]() Carmen Dell w "zimowej" kreacji Guo Pei ![]() Nazywana brzydkim kaczątkiem chińska supermodelka Lu Yan photos by: Li Mingfang/Xinhua zdj. z: english.sina.com ![]() Biedna Guo Hua z trudem pokonujacą kolejne centymetry wybiegu photo by: Chen Jianli/Xinhua zdj. z: english.sina.com Guo Pei przy pracy / photo by: ? zdj. z: upperclassstyle.com Syreny w Szanghaju
"Suzhou River" obejrzałam trochę późnawo, zważywszy na to, że swoją premierę miał w 2000 roku. Na takie filmy nigdy jednak nie jest za późno, a historie miłosne przecież nigdy się nie starzeją. Film Ye Lou, reżysera słynnego "Letniego pałacu", jest pełen magii, co chyba najbardziej lubię w kinie. Na tle brudnej rzeki Suzhou i obdrapanych budynków Szanghaju reżyser opowiada historię czwórki ludzi, których życie połączyło się ze sobą w bardzo dziwny sposób. Czasem traci się rachubę i nie wie, kto jest kim, co stało się przedtem, a co później, na wszystko jednak w końcu znajduje się odpowiedź. Film smutny, delikatny, jakby trochę brzydki... I wspaniała Xun Zhou - teraz dopiero wiem, dlaczego zyskała miano jednej z najzdolniejszych chińskich aktorek młodego pokolenia.
A teraz przyjdzie mi szukać "Chun feng chen zui de ye wan", które już zostało okrzyknięte arcydziełem. |